Sztuka zaklęta w murach

Sztuka zaklęta w murach

Zdarza się czasami tak, że dzieło, które wyszło spod ręki artysty ma w sobie jakąś magiczną, ukrytą moc. Nie zawsze łatwo jest dotrzeć do tych poupychanych w zakamarki właściwości, niekiedy trzeba się zagłębić, poznać historię twórcy czy sposób, w jaki dzieło powstawało. Zawsze zakładam, że to na co patrzę (lub co na mnie patrzy – tą sprawę wyjaśniłam tutaj), skrywa przede mną jakąś tajemnicę i robi to z pełną premedytacją, wiedząc, że spróbuję ją rozwikłać. Nie wiem czy to źle, czy dobrze, jednak zawsze daję się wciągnąć w tą zabawę w kotka i myszkę, zawsze dam się złapać, nabrać, naiwnie wierząc, że zostanie mi to wynagrodzone jakimś smakowitym kąskiem.

Choć nie zawsze tak się dzieje, to jednak w większości przypadków mam rację, a owoce moich dedukcji oglądać można tej samej stronie, na której właśnie się znajdujecie.

I tym razem nie spotkał mnie zawód, okazało się bowiem, że miejsce, które choć z zewnątrz prezentuje się raczej nieciekawie, skrywa intrygujące wnętrze i całkiem ciekawą historię.

Rzecz dzieje się na Saskiej Kępie.

Wzdłuż zatłoczonej alei Księcia Józefa Poniatowskiego, skąd całą dobę dobiega nieznośny hałas przejeżdżających samochodów, biegnie niedługa, ślepa uliczka Jakubowska. Schowana za skarpą, ukryta w cieniu starych drzew, sprawia wrażenie, że czas zatrzymał się tu co najmniej pięćdziesiąt lat temu. I tylko zaparkowane przed domami nowoczesne samochody przywołują zwiedzającego do rzeczywistości. Tą uliczką właśnie przyszło mi niedawno spacerować w poszukiwaniu miejsca, które zaskoczyło mnie bardziej, niż się tego spodziewałam.

Celem poszukiwania była Galeria Asymetria, prowadząca salon wystawienniczy polskiej fotografii historycznej, głównie z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Od końca lutego do początku kwietnia w galerii trwa wystawa Foto-soc-dizajn 50. 60., przedstawiająca fotografie przedmiotów i towarów, które dzięki umiejętnościom i talentowi fotografów awansowały do miana dzieł sztuki. Choć zdjęcia są naprawdę ciekawe, (szczególnie utkwiła mi w pamięci fotografia nieodżałowanego Supersamu z placu Unii Lubelskiej), to coś zgoła innego przykuło moją uwagę, a mianowicie budynek, w którym umościła się galeria.

Stara, rozpadająca się willa, z pozoru szarobura i nieciekawa, jak się okazało, została zaprojektowana przez jednego najbardziej znanych architektów warszawskich pierwszej połowy dwudziestego wieku – Czesława Przybylskiego, autora między innymi monumentalnego gmachu Dworca Głównego w Warszawie. Willę Przybylski zaprojektował dla swojego przyjaciela Mieczysława Lubelskiego, dość płodnego w okresie międzywojennym rzeźbiarza i ucznia Xawerego Dunikowskiego. Spod jego ręki wyszły między innymi dekoracje rzeźbiarskie Ministerstwa Spraw Wojskowych przy ulicy Nowowiejskiej (dawniej 6 Sierpnia), płaskorzeźba nad portalem Państwowego Zakładu Higieny przy Chocimskiej, rzeźby ludowe w Pałacu Raczyńskich oraz Pomnik Saperów. Większość jego prac wojny nie przetrwała, do dziś możemy w Warszawie jedynie podziwiać nagrobki Ludwika Zamenhofa czy Edwarda Flataua na cmentarzu żydowskim, autorstwa Lubelskiego.

Dom przy Jakubowskiej 16, w którym artysta mieszkał powstał w 1928 roku, w okresie intensywnego rozwoju Saskiej Kępy. Co ciekawe, sam Przybylski mieszkał tuż obok, pod numerem 14, w budynku, który także sam zaprojektował.

Dziś trochę dziwaczna willa Lubelskiego, niegdyś stanowiła harmonijne połączenie funkcjonalizmu z nowoczesnością konstrukcji, a jej zwieńczeniem była przeszklona pracowania rzeźbiarza. Po drugiej wojnie światowej, Lubelski opuścił willę i wyjechał na stałe do Wielkiej Brytanii, jednak jego dom bez lokatorów nie pozostał. Na tym etapie rozpoczyna się krótka opowieść o sztuce zaklętej w murach, willa bowiem przyciągała głównie...artystów. Czy sprawiła to jakaś tajemnicza aura, magia czy zaklęcia, tego się nigdy nie dowiemy, jednak w tym budynku z pewnością tkwi coś nadprzyrodzonego.

Niezbyt oczywiste są dzieje willi zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Z pewnością dom podzielono na kilka małych mieszkań, a właścicielką jednego z nich była ponoć Christine Paul-Podlasky, aktorka z kultowego filmu Miś. Wiadomo również, że przez chwilę mieszkała tu po powrocie z Zakopanego Agnieszka Osiecka, poetka, prozaiczka, dziennikarka, której życie związane był z Saską Kępą.

Dom jednak, zbudowany dla rzeźbiarza, za lokatorów wolał właśnie rzeźbiarzy. W latach siedemdziesiątych, mieszkali tu Elżbieta i Emil Cieślarowie, rzeźbiarze, projektanci, kwestionujący rolę sztuki jako granicy między artystą a odbiorcą. Oboje skończyli studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i oboje uzyskali dyplom z wyróżnieniem u profesora Jerzego Jarnuszkiewicza. Ich wspólne prace prezentowane były między innymi w Zachęcie i Galerii Foksal. Cieślarowie brali również udział w konkursowym projekcie Pomnika Bohaterów Warszawy pod okiem profesora Oskara Hansena.

W latach 1973-1978 wspólnie objęli kierownictwo galerii Repassage, gdzie wystawiali także swoje dzieła. W tym okresie powstawały przełomowe prace Cieślarów – rzeźby, które z założenia nie miały być obiektem refleksji artystycznej, a platformą kontaktu z człowiekiem.

Cieślarowie opuścili Warszawę w 1978 roku i osiedli na stałe we Francji.

Willa Lubelskiego opuszczona przez artystów, miała przed sobą przyszłość niepewną. Jednak jej mury przesiąknięte już na dobre powietrzem rzeźbiarskiej bohemy, zaczęły przyciągać kolejnych lokatorów. Wkrótce zamieszkał tu Wiktor Gutt, urodzony w 1949 roku w Warszawie, absolwent Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych. Związany podobnie jak Cieślarowie, z Pracownią Rzeźby profesora Jarnuszkiewicza, studiował także pod okiem profesora Oskara Hansena w Pracowni Projektowania Brył i Płaszczyzn. Swoje dzieła wystawiał między innymi we wspomnianej już galerii Repassage przy Krakowskim Przedmieściu.

Z domem przy Jakubowskiej 14 związana była również Barbara Turkiewicz-Gutt, podobnie jak poprzedni lokatorzy – absolwentka Wydziału Rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Rzeźby uczyła się pod okiem profesora Jarnuszkiewicza (zbieg okoliczności czy jakieś nadprzyrodzone moce związały to nazwisko z willą?). Rzeźbiarka przez wiele lat prowadziła w domu przy Jakubowskiej warsztaty ceramiczne dla dzieci i młodzieży. Co roku w grudniu, organizowała kiermasz artystycznej ceramiki. Obecnie Barbara Turkiewicz-Gutt zajmuje się przede wszystkim ceramiką użytkową, a spod jej ręki wychodzą limitowane serie niezwykłych mis, pater i talerzy.

Dwudziesty pierwszy wiek przyniósł willi Lubelskiego prawdziwy renesans. Kupiona przez architekta Wojciecha Popławskiego i Lucynę Sosnowską, poddana remontowi (przede wszystkim wnętrz), jest miejscem, w którym już nie tyle mieszkają ludzie sztuki, co sama sztuka. W Domu Funkcjonalnym zagościły bowiem: BWA Warszawa – niekomercyjna galeria sztuki Justyny Kowalskiej, Michała Suchory i Tomasza Platy, oraz wspomniana już Galeria Asymetria. Obie galerie składające się na Dom Funkcjonalny organizują wystawy, projekcje i wykłady, łącząc się w okresie wiosenno-letnim na jednej płaszczyźnie przydomowego ogrodu.

Willa Lubelskiego wciąż poddawana jest gruntownemu remontowi, który ma przywrócić dawną świetność. Obecność zaparkowanych przy budynku samochodów z naklejkami „usługi remontowo-budowlane”, dobrze miejscu wróży, a nad całością czuwa do życia przywrócona figura Matki Boskiej, zwana od miejsca w którym się znajduje – Jakubowską. Wokół figury krąży legenda, jakoby była ona skonstruowana z materiałów wykradzionych z budowy Pałacu Kultury i Nauki. Wniosków z tego można by wysnuć wiele, więcej jeszcze opowieści i domysłów. Jeśli jednak w tej legendzie tkwi ziarnko prawdy, to jest ona dopełnieniem niezwykłej historii modernistycznej willi przy Jakubowskiej 14.

Choć budynek na razie jeszcze nie przyciąga swoim wyglądem, warto go odwiedzić, zobaczyć aktualne wystawy, pooglądać zdjęcia. Ciekawym uzupełnieniem wycieczki może być rozmowa z założycielem galerii - panem Rafałem Lewandowskim. Nie wiem czy powinnam Was do tego zachęcać, sama jednak kierowana ciekawością, postanowiłam podpytać pana Rafała o rozmaite szczegóły związane z galerią, aktualną wystawą oraz oczywiście – budynkiem, w którym się to wszystko znajduje :)

 

 

 

 

 

 

Dział:

Dodaj komentarz